Rejs trwał: 964 dni 16 godz 20 mim 00 sek

 

Był sobie Wyż(eł) Azorek. Mieszkał w pięknym gospodarstwie na północy Oceanu Atlantyckiego. Biegał sobie w ramach swojego obejścia, które okalał piękny płotek. Lubił swoją bezwietrzną pogodę - bawił się wtedy najlepiej. I tak upływało mu życie.

Pewnego dnia (jak donosi portal "The watchers") rozpadł się płotek wyżowy na granicach Azorka. Spowodowało to powstanie dużej dziury w ogrodzeniu gospodarstwa. Azorek długo się nie zastanawiał. Postanowił jak najszybciej skorzystać z nadarzającej się okazji i wybrać się na spacer poza znane mu na wskroś otoczenie, by poszukać nowych wrażeń. Łatwo zrozumieć decyzję Azorka mając w świadomości (jak donosi portal "The watchers"), że poprzednia taka sposobność miała miejsce aż pięć lat wcześniej.

Wędrował więc sobie Azorek na południe wzdłuż Atlantyku wiele dni. Zachwycał się nowymi widokami. Gdy dotarł na wysokość Wysp Zielonego Przylądka dostrzegł piękny jacht. Postanowił więc przyjrzeć mu się bliżej. Okzazało się, że jacht nazywa się Wassyl, a załogę stanowi trzech żeglarzy z Polski, którzy właśnie wracają do domu z dalekich stron. Spodobało się to Azorkowi. Zwłaszcza, że Polacy zawsze maja sporo mięska w zamrażarkach i kiełbasy w spiżarkach. Przyłasił się wiec Azorech do Nich na dobre. Był z Nimi codziennie nie odstępując prawie wcale.

Trasa jachtu odpowiadała Azorkowi, bo zwiedzanie już mu się znudziło, a Polacy płynęli właśnie w kierunku jego rodzinnego gospodarstwa na północnym Atlantyku. Załodze Wassyla jego stale towarzystwo podobało się jednak dużo mniej, ponieważ towarzyszyła mu stale piękna, niezmącona podmuchami wiatru pogoda, a przecież żeglarze wiatru potrzebują.

Rozmawiali załoganci z Azorkiem wielokrotnie, by sobie wracał do domu swoja droga, a oni bardzo chętnie spotkają się z Nim już na miejscu, w jego gospodarstwie. Rozmowy nie odnosiły jednak skutku. Azorek trwał i trwał, a zatankowany do zbiorników diesel mocno się kurczył. Nie można było tego tak zostawić. Trzeba było szybko coś z tym zrobić. Którejś nocy więc, gdy Azorek oddalił się nieco, żeglarze postawili wszystkie żagle jakie mieli. Te białe i te kolorowe też, a następnie obrali najszybszy kurs na północny-zachód. Wszystko po to, by wyzwolić się z milej, lecz uciążliwej obecności Wyż(ła) Azorka. Miejmy nadzieję, że im się uda. Kibicujmy z całych sił, bo białogłowy, które owych dzielnych żeglarzy oczekują, zaczynają rwać włosy z głów. Dobrze byłoby przecież żeby nie wyłysiały ;)"

Autor bliżej ani dalej nie znany.


Wyprawa współfinansowana jest ze środków Miasta Szczecin.

Partner wyprawy.

 


Partnerzy medialni:

         
 


O wyprawie przeczytasz także w:
     Rejsuj.pl                             
 

 


 

7 continents 4 oceans - the longest way around the Wolrld.