Rejs trwał: 964 dni 16 godz 20 mim 00 sek

 

Po 964 dniach żeglugi, odwiedzeniu 21 krajów, przepłynięciu 40.000Mm jacht Wassyl powrócił do swojej macierzystej przystani Skolwin w Szczecinie. Poniżej prezentujemy ostatnie 24 sekundy rejsu. A na pokład jachtu i ploteczki zapraszamy podczas Dni Morza w Szczecinie w dniach 8-10 czerwca.

Pozdrowienia od całej załogi

 

Z pozdrowieniami z Azorów.

  • wassyl1
  • wassyl2

Dziś w godzinach porannych po 40 dniach na oceanie, pokonawszy 4.000 mil jacht Wassyl wraz z okrojoną ale jakże dzielną załogą (Marcin, Marek, Sylwek) bezpiecznie zacumował w porcie Horta na Azorach.

Załoga trochę zmęczona już planuje pierwsze dni postoju dzieląc je jak zwykle pomiędzy sprawy techniczne i sprawy turystyczne. Miejmy nadzieję, że wkrótce podzielą się z nami swoimi wrażeniami zarówno z tego najdłuższego podczas wyprawy przelotu jak i pierwszymi wrażeniami lądowymi, a właściwie wyspowymi.

Obserwując Yellow Brick'a z lądu nadawał Bolo

Był sobie Wyż(eł) Azorek. Mieszkał w pięknym gospodarstwie na północy Oceanu Atlantyckiego. Biegał sobie w ramach swojego obejścia, które okalał piękny płotek. Lubił swoją bezwietrzną pogodę - bawił się wtedy najlepiej. I tak upływało mu życie.

Czytaj więcej: Atlantycka bajka

Kroniki portowe odnotowały, że w dniu 20 lutego 2018 roku jacht s/y Wassyl ze Szczecina wraz ze zmieniająca Sie w trakcie całego rejsu załoga, po przepłynięciu około 38 tysięcy mil morskich, mijając między innymi przylądek Horn i Igielny, zamknął pętlę wokół globu. Ogromne gratulacje i podziękowania dla dotychczasowych załogantów, ale przede wszystkim dla armatora Artura Wassielewskiego oraz prowadzonej przez niego firmy CITY TAXI Szczecin. Dobra żeglarska robota!

Czytaj więcej: Równik, zamknięta pętla i strategie - Wassyl pnie się po północnym Atlantyku

Dziś ok. godz. 1200CET jacht Wassyl przeciął swój ślad postawiony ponad 26 miesięcy temu w drodze do Brazylii. Tym samy duże kółko zostało domknięte. YEAH!!!

 

 

Na wyspę Św. Heleny, a dokładniej do zatoki James Bay, dotarliśmy w poniedziałek 29 stycznia o godzinie 0630 UTC. Ostatnie 15 mil płynęliśmy ze średnia prędkością 1,5kn, a to dlatego, aby nie manewrować wśród jachtów i boi po ciemku.

Plan na ten postój był oczywisty: naprawić co jest do naprawienia, kupić co jest do kupienia, zatankować wodę i paliwo, a jak starczy czasu pozwiedzać wyspę i okolicę.

Tak szybko jak było to możliwe oddaliśmy genaker do naprawy i zamówiliśmy paliwo. Wodę transportowaliśmy w naszych kanistrach, a naprawa odsalarki zajęła mi niemal dwa dni. W międzyczasie okazało się, że jeden z załogantów - Andrzej, musi wracać do kraju ze względów osobistych, więc kolejny dzień upłynął nam na poszukiwaniu możliwości powrotu. W piątek wszystkie zaplanowane prace mieliśmy z grubsza załatwione więc postanowiłem poszukać możliwości zwiedzania.

Czytaj więcej: Wassyl na wyspie Św. Heleny

Do wyspy Św. Heleny pozostało nam 850 mil. Powinniśmy dopłynąć za jakiś tydzień. Niestety ostatnia prognoza pogody wskazuje, że może nadejść okres cisz, z wiatrem poniżej 10 węzłów. Wtedy podroż na pewno nieco nam się wydłuży.

Z istotniejszych wiadomości z pokładu Wassyla, warto odnotować, że przedwczoraj minęliśmy aż dwa statki, które było widać gołym okiem. Natomiast dzisiaj mieliśmy branie na wędkę, lecz tym razem to ryba wyszła z walki zwycięsko. Prawdopodobnie był to dość duży tuńczyk, choć na pewno nie byłby rekordowy.

Pozostając w tematyce wędkarskiej, na Wassylu trwa właśnie współzawodnictwo miedzy dwiema przynętami o miano tej najskuteczniejszej. Polega to na tym, ze każda z nich jest używana na przemian i trałowana przez cały dzien. Na tym etapie prowadzi Zośka. Ma na koncie 1,5 punktu , tj. tuńczyka 14 kg i jedno branie, niestety bez wyciągnięcia ryby (to liczę za pól punktu). Druga z przynęt to Robson. Niestety na razie bez punktów. Weteran połowów. Na swoim koncie ma wiele gatunków ryb atlantyckich i pacyficznych. Ostatnio w walce stracił jedno oko, co może tymczasowo usprawiedliwiać jego słabszą dyspozycję. Jutro od rana dostanie swoja szanse na wyrównanie.

Wiatr powoli słabnie. Wygląda na to, ze prognoza się niestety sprawdza. Idę wałczyć o prędkość.

Z Wassyla nadawał Marcin

Wyjscie z Port Elizabeth było tylko o jeden stopień łatwiejsze niż to z Durbanu. Co prawda tym razem wiało tylko 25 węzłów prosto w dziób (a nie 30) ale nie było sprzyjającego prądu wychodzącego. Do tego dość duża wypiętrzona na pobliskich płyciznach fala bardzo skutecznie hamowała Wassyla. Dwie godziny piłowania na silniku przy 1600 obrotów (prawie cała naprzód) z grotem na 2 refie i sztafokiem umożliwiło minięcie niewielkiego Przylądka Recif.

Czytaj więcej: Przylądek Igielny i Dobrej Nadzei już za nami


Wyprawa współfinansowana jest ze środków Miasta Szczecin.

Partner wyprawy.

 


Partnerzy medialni:

         
 


O wyprawie przeczytasz także w:
     Rejsuj.pl                             
 

 


 

7 continents 4 oceans - the longest way around the Wolrld.