Rejs trwał: 964 dni 16 godz 20 mim 00 sek

 

Tym razem prezentujemy film zrobiony przez Bryce'a, chłopaka z zaprzyjaźnionego jachtu Kandu (USA) przedstawiający wspólny rafting po dzikiej rzece płynącej przez centralną Jawę.

 

Więcej: Rigneys Kandu home page

Życie pisze różne scenariusze, ale tego ani się nie spodziewałem, ani nie przewidywałem. Tuż po opuszczeniu wyspy Belitong w drodze na ocean Indyjski dopadły mnie problemy zdrowotne, na tyle niepokojące, że przerwałem tą podróż i udałem się do szpitala w Dżakarcie. Problem jakoś nie chciał się wyjaśnić, nie poprawiało się też zbytnio więc zdecydowałem się wrócić do kraju na dokładniejsze rozpozanie. Już jest lepiej, a ja wypatruję dnia kiedy będę mógł powrócić na wielkie kółko.

Czytaj więcej: Najnowsze informacje + galeria z Indonezji

Prace montażowe trwają, kompozytorzy piszą nuty, montażyści przycinają kliszę filmową, reżyser kina akcji jest w akcji. Duża produkcja filmowa obejmująca Pacyfik Zachodni w toku... Dziś mamy dla was zwiastun powstającego filmu, niech rozgrzeje waszą wyobraźnię

 

24.09.2017

Od trzech dni płyniemy w kierunku Borneo, a dokładniej do miejscowości Kumai leżącej na południu wyspy. Pewnie nie byłoby o czym pisać, bo w miarę stałe i niezbyt silne wiatry nie generują zbyt ciekawych przygód na morzu. Ale w żeglarstwie prawie nigdy "nic się nie dzieje". Tym razem mamy zmasowany atak dwóch czynników – rybaków i przelotnych burz.

Czytaj więcej: Orang Utan - wycieczka do dżungli

Jedziemy na wycieczkę, czyli Natalia, rodzina z jachtu Kandu (Eric, Lesslie, Bryce i Trent) i ja. Eric już od prawie miesiąca wspominał o potężnych świątyniach znajdujących się w centralnej części Jawy, które bardzo by chciał odwiedzić. Okazuje się, że najlepiej w drogę ruszyć z Bali, choć do pokonania jest ponad siedemset kilometrów lądem i trzy kilometry morzem. Pierwszy autobus okazuje się jakimś lokalnym gruchotem z twardymi siedzeniami i klimatyzacją w postaci pootwieranych okien. Ale jest fajnie, bo w środku mało ludzi więc można się prawie położyć. Autobus ten dość często zatrzymuje się na wirtualnych przystankach, tyle tylko, że zamiast ludzi do środka ładowane są duże kartony. Tak więc jedziemy transportem w połowie towarowym.

Czytaj więcej: W krainie świątyń hindusko-buddyjskich

Odwiedziliśmy kilka kolejnych wysp Indonezji w tym Park Komodo, Elephant Park Lombok, meczet podczas wielkiego Święta kończącego Radaman czy zapchane turystami wyspy Gili.Nową porrcję zdjęć dołączyliśmy do  galerii zdjęć z Indonezji.  Miłego / kolorowego oglądania.

ZOBACZ:  Galeria zdjęć z Indonezji.

 

 

Dokładnie o siódmej rano podpływa do naszej burty dwudziestometrowa tradycyjna indonezyjska drewniana łódź, którą to wybieramy się na całodniową wycieczkę do parku Komodo. W planie są dwa nurkowania oraz podglądanie waranów na wyspie Rynca.

Czytaj więcej: W krainie diabłów i smoków

Indonezja to wielki kraj - pod względem powierzchni, liczby wysp, ludności, używanych języków, róznorodności plemion, jedzenia, tradycyjnych strojów i ... jak to wszystko pomieścić na kilku fotografiach? Dlatego ta galeria z Indonezji może być dość liczebna, ale mamy nadzieję, że nie nudna.

 

 

Po 2 llatach doczekaliśmy się fotki Wassyla pod żaglami

28.07.2017

O świcie mijamy zachodni cypel wyspy „West Timor” i przesmykiem podążamy w kierunku miasta Kupang. Wyraźnie czuć już Azją. Wiatr niesie trochę drażniącą mieszankę zapachów, a woda ogromną ilość śmieci w których dominują wszelkiej wielkości woreczki foliowe. Nigdy nie mogę pojąć, dlaczego ludzie których życie tak mocno związane jest z tym co ofiaruje morze nie potrafią o nie zadbać. Ignorancja?

Kotwicę rzucamy tuż przed pierwszą po południu na przeciw niewielkiej piaszczystej plaży przy której znajduje się bar „999”, dokładnie czternaście dni od opuszczenia Alotau. Uczucie euforii miesza się ze zmęczeniem, potrzeba snu z chęcią natychmiastowego zanurzenia się w uliczkach miasta. Niestety, z zejściem na ląd musimy się wstrzymać, bo nie można tego zrobić zanim nie dokonamy pełnej odprawy wjazdowej do Indonezji. A ta tutaj jest akurat wybitnie pokręcona.

Czytaj więcej: Kupang - nasza brama do Azji

Gdyby ktoś tak przyszedł i powiedział ‘Stary, czy masz czas?’
Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz
(...) to powiedziałbym:

Gdzie ta keja a przy niej ten jacht
Gdzie ta koja wymarzona w snach...

 

Koła samolotu linii Air Niugini dotknęły pasa startowego. Zerknęłam przez malutkie okienko. Podjeżdżamy pod barak będący terminalem pierwszym (i jedynym) lotniska w Alotau. Z nieba sączy się coś w rodzaju deszczu, aura jakaś taka nijaka.  Dostrzegam stojącą za płotem oddzielającym „halę przylotów” od pasa startowego białą twarz z blond czupryną. Ufff... Bolo czeka na mnie na lotnisku. Kamień z serca, tym samym nie muszę wdrażać w życie planu B pt. „jakoś dotrę do centrum, a później jakoś dotrę na jacht”. Ładujemy się do busika (Bolo dogadał się wcześniej z kierowcą) i jedziemy do hotelu o dumnie brzmiącej nazwie Alotau International Hotel, w pobliżu którego stoi zakotwiczony Wassyl. Natalia czeka na łódce.

Czytaj więcej: Żółtodziób na pokładzie

27.07.2015
Jesteśmy już prawie dwa tygodnie w morzu, a od momentu kiedy wachty pełnimy w pojedynkę minął ponad miesiąc. Mój organizm chyba przyzwyczaił się do tych ciągłych pobudek i krótkich okresów snu. Budzę się samoczynnie zazwyczaj pięć, dziesięć minut przed wachtą.


Jest prawie północ i rozpoczynam kolejną wachtę. Nie darmo żeglarze wachtę od północy zwą psią. Jest ciemno, chce się spać i trudno wytrzymać trzy godziny samemu, tym bardziej, że zazwyczaj nic się nie dzieje. Nasza skrzynia w nawigacyjnej która robi za siedzisko jest na tyle niewygodna, że trudno by na niej zasnąć. Siedzę i zerkam, to na radar, to na ploter, to na prognozę pogody. Od czasu do czasu wyglądam na zewnątrz i rozglądam się dookoła w poszukiwaniu świateł innych pływających jednostek. Trafia się takie raz na dobę, zazwyczaj gdzieś daleko na horyzoncie.

Czytaj więcej: Psia wachta

Wczoraj podczas nocnej wachty prowadziłyśmy z Olą ożywioną rozmowę gdy do naszych nozdrzy dotarł dziwny zapach. „Czujesz to?” - spytała Ola. „Tak…”. Wyszłam na pokład i wciągnęłam w płuca południowy wiatr. Niósł ze sobą jakiś nietypowy zapach. W chłodnym powietrzu wyraźnie czułam ciepłe powiewy. Pachniało…, ale czym? Jakby gorącym kurzem, rozgrzaną ziemią… Pustynia! – pomyślałyśmy jednocześnie. W powietrzu ewidentnie czuć było zapach tego wielkiego lądu. Co prawda od brzegów Australii dzieliło nas niemal 100 mil, a jednak wiatr niósł ze sobą cząstkę rozgrzanego pustynnego powietrza. Dość niesamowite wrażenie. Przez resztę wachty wychodziłyśmy na zmianę aby jak najbardziej chłonąć to zjawisko.

Czytaj więcej: Na decku stary wąchał wiatr…

 Minęło pięć dni odkąd wyszliśmy z Alotau. Po przebiciu się między drobnymi wysepkami przy brzegach Papui Nowej Gwinei skierowaliśmy się na zachód, prosto do wejścia w Cieśninę Torresa, łączącej Pacyfik z Oceanem Indyjskim. To właśnie na jej wodach ma się zakończyć nasza przygoda z Oceanem Spokojnym, którą rozpoczęliśmy ponad półtora roku temu, przekraczając Przylądek Horn.

Czytaj więcej: Cieśnina Torresa za nami – już na Oceanie Indyjskim

Gdy byłam mała tata czytał mi książki Alfreda Szklarskiego, o przygodach młodego podróżnika Tomka Wilmowskiego. Bardzo lubiłam te historie i nawet teraz, gdy dorosłam chętnie wracam  do nich zwracając uwagę wciąż na inne szczegóły.

Akcja jednej z tych powieści zatytułowanej „Tomek wśród łowców głów” rozgrywa się właśnie w Papui Nowej Gwinei na początku XX w. Grupa łowców dzikich zwierząt przybywa do Port Moresby pięknym jachtem żaglowym. W porcie dokonują niezbędnych formalności, uzupełniają zapasy i wyruszają w głąb lądu w poszukiwaniu przygody, aby poznać zwyczaje dzikich plemion, ich kulturę oraz zbadać lokalna faunę a także zdobyć okazy dzikich zwierząt do ogrodów zoologicznych na całym świecie.

Czytaj więcej: PNG - powrót do przeszłości


Wyprawa współfinansowana jest ze środków Miasta Szczecin.

Partner wyprawy.

 


Partnerzy medialni:

         
 


O wyprawie przeczytasz także w:
     Rejsuj.pl                             
 

 


 

7 continents 4 oceans - the longest way around the Wolrld.