Rejs trwał: 964 dni 16 godz 20 mim 00 sek

 

16.08.2016

Do przesmyku umożliwiającego wpłynięcie do atolu dopływamy tuż po południu. Warunki na podejściu powinny być dobre, a prąd sprzyjający – tak przynajmniej wynika z teorii i tablic pływów, tak też jest i w praktyce. Z niewielkim prądem szybko dostajemy się do środka i cumujemy do długiego betonowego pirsu który zwieńczony jest keją dla niewielkich statków dostawczych.

Znów jest okropnie gorąco, więc pierwszy spacer do miasteczka zakończył się niepowodzeniem i szybkim powrotem na jacht oraz schowaniem się pod pokładem w cieniu. Leżę twarzą tuż obok niewielkiego wentylatora który daje jakąś namiastkę chłodu, chodź najchętniej to bym się teraz schował do lodówki.

Makemo to czwarty co do wielkości atol na Tuamotu, mieszka tutaj ponad ośmiuset Polinezyjczyków, z czego sześciuset w miejscowości Pouheva. Na tą znaczną ilość mieszkańców duży wpływ mają dzieciaki i młodzież uczęszczający tutaj do szkoły podstawowej i liceum. Przyjeżdżają z sąsiednich atoli i jest ich blisko sto pięćdziesięcioro. Oczywiście nie wracają codziennie po lekcjach do domów, jest zbyt daleko, a jedyny dostępny transport pomiędzy atolami to samoloty. Dlatego rodzice widują swoje pociechy tylko kilka razy w roku.

Na krańcu miejscowości znajduje się wysoka latarnia morska. Pierwsza taka od wielu tysięcy mil. To pod nią kierujemy pierwsze kroki jak już udało nam się po raz wtóry opuścić łódkę na krótki spacer. Potem lądujemy - a jakże, w sklepie spożywczym. Ten można by nazwać supermarketem, są nawet małe wózki na zakupy. Nabyte tam soczki oraz oranginę wypijamy na ławeczce przed sklepem i wracamy na jacht. Jutro wielki dzień – przypływa statek dostawczy, w sklepach powinno pojawić się dużo więcej towarów, a na kei z pewnością będzie szum i gwar.

 17.08.2016

Wielki pięćdziesięcio metrowy statek zacumował tuż przed południem do kei obok nas. Niemal natychmiast rozpoczął się wyładunek zamówionych towarów. Przede wszystkim artykuły spożywcze, te posegregowane dla każdego ze sklepów znajdują się w małych kontenerach i na paletach. Do tego mnóstwo butli z gazem, beczek z paliwem, oraz dwa nowiutkie białe skutery. Jest też mnóstwo innych drobnych rzeczy – a to jakieś materiały budowlane, a to elementy drewniane, a to kilka materacy do spania. Wszystko dokładnie opisane, czyli co i dla kogo. Cała ta operacja trwa dobrych kilka godzin. Na keję przyjeżdżają samochody dostawcze, wózek widłowy ładuje towary na pakę a opłata uiszczana jest w małym biurze ulokowanym na kei w przenośnej metalowej budce. Z szału zakupów korzystamy i my nabywając beczkę ropy którą od razu przelewamy do naszych zbiorników. Tak się zastanawiam, jak żyli ci wyspiarze w czasach kiedy nie dowożono im tych wszystkich dobroci i musieli sobie radzić z tym co mają na wyspie, a są to głównie kokosy. Chciałbym to zobaczyć.

18.08.2016

Stoimy w atolu Makemo już trzecią dobę, więc wszystkie uliczki po kilka razy oblatane, pobliskie wody i rafy spenetrowane, kilka lodów i puszeczek oranginy pod sklepami też już skonsumowane. Co tu robić? Przeczytałem w przewodniku, że w Makemo żyje Gerard, artysta specjalizujący się w rzeźbieniu w perłach i kościach, a jego wyroby są wychwalane przez żeglarzy którzy tu zapłynęli. Dodatkowo ponoć w wiosce jest też francuski instruktor nurkowania Ludovic i można z nim zanurkować w tutejszych wodach.  I to są moje cele na dziś. Zachodzę więc do pobliskiego urzędu miejskiego aby zapytać gdzie ich można znaleźć. Na początek zamieszanie, kto tu mówi po angielsku? Pani z okienka sprowadza panią z pokoju, która to sprowadza panią z pierwszego piętra, która to ponoć zna kilka słów po angielsku. Na pytania o Ludovica kręci mądrze głową, wymienia kilka zdań z kilkoma Paniami które zdążyły się już wkoło nas zgromadzić aby następnie rzucić się w kierunku telefonu jakby chciała gdzieś zadzwonić, ale w ostatniej chwili rezygnuje, staje stanowczo przede mną  na koniec i wyrzuca z siebie wskazując przy tym znacząco ręką jedno słowo – Papeete. Podejmuję próbę numer dwa – scuba diving – Gerard. Znów wprowadzam najwyższy poziom myślenia u naszej informatorki, znów rozgorzała pomiędzy zgromadzonymi zawiła dyskusja w języku tahitańskim i znów na koniec słyszę to magiczne słowo – Papeete. Mam wrażenie, że jest to uniwersalna odpowiedź na wszystkie trudne pytania. Boję się więc już zapytać o cokolwiek, np. o to gdzie kupić szczotkę drucianą, bo to jeszcze jedno zadanie zlecone mi przez Marcina. Ale z tym ostatnim poszło nawet gładko, bo przecież każde tutejsze dziecko wie, że druciane szczotki kupuje się w sklepie spożywczym. Bynajmniej nie ma ich na półkach pomiędzy makaronem a tuńczykiem w puszcze, ale wysłany przez kasjerkę sklepowy chłopiec na posyłki przyniesie takową nowiutką z naklejoną metką z jakiegoś pobliskiego garażu. Więc zanim dzień na dobre się rozpoczął, to się właściwie zakończył, a przynajmniej plany jakie sobie na dziś poczyniłem okazały się nie do zrealizowania tutaj, tylko w Papeete. Więc gdzie ostatecznie skończyłem? – pod sklepem, na ławeczce, z puszeczką zimnej oranginy w ręku.

19.08.2016

Ruszamy dalej kierując się na kolejny atol. Tym razem postanowiliśmy jednak popłynąć do drugiego przesmyku przez całe wnętrze atolu, zatrzymując się po drodze na kąpiel przy jakiejś fajnej rafie. Zadanie niby proste, ale jednak nie do końca. Głębokości wewnątrz atolu są dość znaczne, zazwyczaj powyżej dwudziestu metrów, ale tu i ówdzie, najczęściej co kilkaset metrów pojawiają się nagłe lokalne spłycenia. Mijamy więc po drodze ledwo wystające nad wodę skały albo rafy znajdujące się tuż pod powierzchnią wody. Te pierwsze udaje się zauważyć, bo rozbijają się o nie fale, te drugie dobrze widać, bo świecące od góry słońce koloruje płytką wodę nad nimi w jasny błękit. Mapy jakie mamy są w tej kwestii mało dokładne, więc pozostaje bardzo uważna obserwacja i kluczenie pomiędzy tymi niebezpiecznymi niespodziankami. Przyjemna przejażdżka jaką zaplanowałem zmieniła się w bardzo uważną żeglugę, a zaplanowana kąpiel, ze względu na duże zafalowanie i prądy odwołana. Tak więc wieczorem wydostajemy się po drugiej stronie z atolu i obieramy kurs na Faaite. Czeka nas nocna żegluga oraz ciekawe ale i trudne podejście.

Walcząc z silnymi prądami nadawał Bolo

PS. Kilka fotek z Makemo i świata podwodnego poniżej:

  • 20160814-040352
  • 20160814-042054
  • 20160814-042507
  • 20160816-213932
  • 20160816-214625
  • 20160816-215449
  • 20160817-151316

Wyprawa współfinansowana jest ze środków Miasta Szczecin.

Partner wyprawy.

 


Partnerzy medialni:

         
 


O wyprawie przeczytasz także w:
     Rejsuj.pl                             
 

 


 

7 continents 4 oceans - the longest way around the Wolrld.