Płyniemy już:
8
8
7
7
8
8
dni
0
0
2
2
godz
4
4
3
3
min
1
1
1
1
sek

 

2017-12-07

Pierwsze uderzenie silniejszego wiatru nastąpiło o drugiej w nocy. Marcin pełniący wtedy wachtę był jednak przygotowany - grot już na III refie i rozwinięty tylko skrawek genui. To zestaw żagli na naprawdę ciężkie warunki.  Do rana wiało już ponad trzydzieści węzłów, w szkwałach trzydzieści sześć, czyli regularna tłusta siódemka Beauforta.

dy wstawałem na wachtę o ósmej rano z trudem wygramoliłem się z koi. Duża rozbudowana fala co rusz uderza z łomotem o nasze burty powodując dodatkowo znaczny przechył na zawietrzną (maksymalny zarejestrowany to pięćdziesiąt cztery stopnie). Włożenie krótkich spodenek i koszulki w takich warunkach grozi kontuzją, bo nie jest łatwo ustać bez trzymanki. Jebut, na pokład zwaliła się kolejna fala przynosząc setki litrów wody. 

Na tych niewielkich skrawkach żagli zasuwamy prawie osiem węzłów. Autopilot daje radę, a my zamknięci szczelnie w kabinie nawigacyjnej jedynie kontrolujemy sytuację. Ruch jak na miejsce tak odległe od lądów jest nad wyraz duży. Co chwilę gdzieś w pobliżu przemieszczają się wielkie statki które płyną do lub z Azji. Przynajmniej jest jakieś złudne uczucie, że jak by coś... (odpukać w niemalowane), to ktoś jest w pobliżu. 

Na popołudniowej wachcie Marcina nagle autopilot odmówił posłuszeństwa. Przeszliśmy na sterowanie ręczne, a po chwili na starego autopilota. Helmut (bo tak go zwiemy) słabo daje radę w trudniejszych warunkach, więc Marcin zanurkował w maszynie i zaczął podmieniać silniki autopilotów. Robota nie do pozazdroszczenia - brak miejsca, ukrop i ciągłe rzucanie łąjbą na boki, a Marcinem o maszynowe urządzenia. W trakcie tych prac urwała się jedna ze szpilek mocujących silnik autopilota, trzeba więc ją przyspawać. Spawał ktoś z was przy 7B i czterometrowej fali? A Marcin tak. Jak już ją przyspawał to się okazało, że śruba nie chce łapać gwintu. Przyszła więc pora na czyszczenie szlifierką kątową i gwintowanie. Po dobrych trzech godzinach pracy udało się zamontować zapasowy silnik, ale autopilot dalej nie funkcjonuje. What the f... Dopiero drobiazgowa inspekcja wykazuje, że zębatka przez którą przenoszony jest napęd z silnika autopilota lekko ślizga się po wale od sterowania. Czyli autopilot kręci, ale ster wychyla się z mozołem lub wcale. Biedaczysko nie wytrzymał potężnych sił które pojawiają się podczas sterowania przy tak silnym wietrze i zafalowaniu. Dokręcanie śrub mocujących nie przynosi zamierzonego efektu. Pozostało zębatkę przyspawać "na mocno". Tylko w tym celu potrzebne jest nie kręceniem sterem prze dłuższą chwilę. Stajemy więc w dryf. Wassyl całkiem nieźle sobie radzi stojąc burtą do wiatru i fal z wyłożonym fokiem na nawietrzną. Nawet fala jakby rzadziej wchodziła na pokład, a prędkość w dryfie i tak rzadko spada poniżej 5 węzłów. Ale co najważniejsze koło sterowe unieruchomione i Marcin może zacząć spawanie. W sumie w dryfie staliśmy dobrą godzinę, a Piszczyk (jeden z naszych nowszych autopilotów) znów mógł rozpocząć swoją mozolną pracę polegającą na kręceniu sterem to w prawo, to w lewo tak, aby kurs się mniej więcej zgadzał. A my znów osiągnęliśmy osiem węzłów prędkości, mknąc na dużych stromych falach w ciemną dal. Szaleństwo.

Wieczorem odbieram kolejną prognozę. Silne wiatry utrzymają się przez kolejną dobę, potem trochę osłabnie. Czekają nas jeszcze wiatry przeciwne i cisze, na szczęście zapowiadany wcześniej kolejny silny wiatr południowy (bardzo zły bo wiejący pod silny prąd) w najnowszej prognozie już się nie pojawił. Widać jak dynamicznie zmienia się sytuacja na tym  dość trudnym wiatrowo akwenie. Pchamy więc taczuszkę dalej szukając za horyzontem oznak czarnego lądu.

Z bujającego się Wassyla nadawał Bolo

 


Wyprawa współfinansowana jest ze środków Miasta Szczecin.


Partnerzy medialni:

         
 


O wyprawie przeczytasz także w:
     Rejsuj.pl                             
 

 


 

7 continents 4 oceans - the longest way around the Wolrld.